Węgry…

Noc za mną, burza też. Strat nie odnotowałem. Pora na śniadanie w trakcie, którego rozmawiam z Włochem o mojej trasie, nawet śledziliśmy ją na mapie 🙂 Fajnie jest, ale pora się zbierać. Dzisiaj w planie 500, a może i 600km. Zleży mi by wjechać możliwie głęboko w teren Słowacji. Wiąże się to z przejechaniem całych Węgier, a i Rumuni zostało jeszcze 150km. Jednak będąc już spakowany i przygotowany do wyjazdu uznaje, że chcę się jakoś Francesco i jego żonie odwdzięczyć za wczoraj. Wybór pada na jedno z macedońskich win. Zabieram małą buteleczkę i idę szukać ich pokoju. Są oboje, wręczam im podarek, wymieniamy się pozdrowieniami i teraz jeszcze bardziej zadowolony mogę ruszać. Fajni ludzi, cieszę się, że ich wczoraj poznałem 🙂 To w drogę. Kierunek Arad (RO), a później przejście graniczne w Nădlac (RO). Prawie cała drogą wiedzie kolejną bezpłatną, dla motocykli, autostradą (A1). Odcinek ten mija szybko, robię na nim jedno tankowanie, wydaję resztę Leji rumuńskich i po chwili znajduję się na Węgrzech. Jestem tutaj po raz trzeci i kolejny raz mam ochotę tylko przejechać ten kraj, po raz kolejny nie planuje tutaj noclegu. Chyba trochę przeraża mnie węgierski język, po prostu nie i już. Ponownie moją trasę zaplanowałem tak by nie musieć się zatrzymywać na Węgrzech. Zastanawiające ale prawdziwe. Nawet wysnułem taką teorie, że dlatego Polak, Węgier dwa bratanki, bo mam wrażenie, że na Węgrzech wszystko jest równie zawiłe jak w Polsce 😉 Aaa, i tutaj autostrady, którymi głownie jadę też są płatne. Trzeba wykupić przez internet winietę. Zabieg szybki i prosty… 🙂 Kieruję się drogą M5 (E75) na Budapeszt, który pojawia się dość szybko, a jego obwodnica wita mnie duża ilością robót drogowych, co za tym idzie i korków, jest też piekielnie gorąco. Cały ten zestaw doznań powoduje, że niewinni kierowcy aut trochę ode mnie obrywają. Ogólnie jazda przypomina jeden wielki slalom.

Węgry

Jednak w takich momentach bardzo się ciesze, że jadę motocyklem. Ta swoboda manewrów, a co by było gdybym nie miał ze sobą kufrów, pewnie już bym był na Słowacji 😉 , którą od zawsze bardzo lubię 🙂 , a dokładniej to od pierwszego wyjazdu motocyklowego kilka lat temu 🙂

Oto jest granica Węgry – Słowacja, pozostaje po raz kolejny przejechać przez Dunaj i jestem w tym pięknym kraju pełnym świetnych dróg, widoków i przyjaznych ludzi 🙂

Galeria

Węgry

Wspominam i słucham

Artrosis – Odi Et Amo (cały album)
Sabat
Nasze Requiem
Odium
Nie zostało nic
Za późno by śnić
Odi Et Amo
W imię nocy
Błądzić ludzka rzecz
Laudanum

Artrosis – Agua del Albañal (cały album)
El Patatero
Viejo Rockero
Das Asko
Alí Kt
Háblame
San Raimundo The Peñafort

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *