Na południe, Saranda (AL).

Winko 🙂

Oj, dobre było to winko, bardzo dobre, wchodziło. Siedem złoty za kieliszeczek do pełna, lany z plastiku. To był bardzo miły wieczór. Dobra, wstaje, trzeba się ogarnąć, pozbierać pranie z dworu, zjeść śniadanie i w drogę.

Tym razem na południe. Planuje dotrzeć w okolicę miasta Saranda (AL). Dzisiaj mam do przejechania niewiele, nie więcej niż 250km, oczywiście zależy jak mnie droga poprowadzi. Jednak wiem, że dzisiaj będzie ciężki dzień, i nie chodzi o wczorajsze wino. Tyłek to jednak najsłabszy element przy takich wyjazdach i jego zdolność do pokonywania kilometrów z każdym dniem spada. Do tego ramię boli już nawet rano 🙁 Dzisiaj czeka mnie jeszcze naciąganie łańcucha, kluczy nie brałem, na pewno znajdzie się jakiś warsztat po drodze, który się tym zajmie. Suzuki to ruszamy. Pierwsza połowa drogi, do miasta Wlora (AL) mija dość szybko. prowadzi ona z dala od nabrzeża co powoduje, że nie ma tak spektakularnych widoków, cóż, bywa i tak. Zjechałem tylko do przyrożnego serwisu oponiarskiego by naciągnąć wspomniany wcześniej łańcuch. Standardowo Albańczycy okazali się pomocni. Sprawa załatwiona to jadę dalej. Po ujechaniu kilkunastu kilometrów jestem zmuszony zatrzymać się. Coś jednak jest nie tak z moim motocyklem, a dokładnie z napędem. Po szybkiej weryfikacji problemu przy temperaturze 37 stopni i w pełnym słońcu, przypominam jeżdżę w pełnym stroju, ruszam dalej. Jednak trochę zaniepokojony. Okazało się, że łańcuch w moim motocyklu jest nierówno rozciągnięty, objawem tego są dochodzące z napędu różne niepokojące dźwięki oraz to, że przy jednym ustawieniu jest bardzo luźny przy innym zbyt napięty. W momencie naciągania akurat trafił na idealne napięcie. Podejmuje decyzję o częstszym sprawdzaniu sytuacji z napędem. Nic więcej w tym momencie zrobić nie mogę. Mijam Wlorę (AL) i znów wracam na drogi prowadzącej nabrzeżem, znów wracam do pięknych widoków. Do celu pozostaje mi trochę ponad 100km, jakoś 120km. Oj dupa już boli, oj boli, a za mną raptem 100km. To nie jest mój dzień. Pora myśleć o jednym dniu przerwy, bo moja miłość do Suzuki słabnie 😉 Jeeeessstttt, ostatnie kilka kilometrów i miejsce noclegu zostanie osiągnięte. Jak mi tego trzeba było, nawet bardziej niż wczoraj. Wjeżdżam do miasta, tankuje jak się po chwili okazało na najdroższej stacji, cóż dzisiaj ciężko to wszytko idzie. Pora znaleźć zarezerwowany już nocleg. Trochę się musiałem najeździć wąskimi uliczkami by znaleźć wymagany adres. Po kilkunastu minutach szukania docieram pod wskazane miejsce. Trochę jestem zdezorientowany ponieważ nie widzę tutaj parkingu, który miał być, ogólnie jest dość dziwnie. Jednak butelka zimnej wody na powitanie szybko gasi moje pragnienie i złość, która zdążyła się dzisiaj pojawić. Wraca trzeźwe myślenie. Pan wyjaśnia mi gdzie jest miejsce parkingowe i, że nie mam się czego obawiać bo sam tam stawia auta. Nie było to miejsce parkingowe do których przywykłem (w obrębie posiadłości) tylko teren budowanego hotelu po drugiej stronie drogi. Trochę mnie emocji kosztowało pozostawienie motocykla w “przypadkowym” miejscu jednak był to odpowiedni moment by przełamać jakiś ze swoich lęków. Parkuje i idę do pokoju. Mam na dzisiaj dość, a jest raptem po 14tej. Kurde o co chodzi? Gdzie jest moja łazienka? Przecież rezerwowałem pokój z łazienką. Sprawdzam jeszcze raz na booking.com i się zgadza. Pokój z łazienką. Nie zawsze tak rezerwuje, jednak gdy jest tylko możliwość, a różnica w cenie jest minimalna to wybieram tą opcję. Jest wygodniej i praktyczniej w kwestii prania ubrań itp. Np. w Bujtina Gjana miałem osobno co też było OK. Dobra, pierdziele to, mam dość, włączam klimę i idę spać.

Budzę się, wróciłem do życia. Złość na dzisiejszy dzień całkowicie opadłą. Wróciło trzeźwe, realne myślenie. Idę na balkon pooglądać widoki. Mam widok na niżej położone budynki i morze. Jest pięknie. Oooo, jest i łazienka. Wchodzi się do niej przez balkon. To mnie zaskoczyli. Ależ moje zdziwienie było wielkie, gdy się połapałem, że do łazienki wchodzi się przez balkon. Nawet na balkonie jest włącznik światła. Trzeba mieć fantazje. Zresztą najważniejsze, że moja chęć do życia wróciła. Szybki prysznic, wskakuję w coś lżejszego i lecę na miasto. Pora na obiad i relaks. Dzisiaj nadal będę testował miejscowe wina i piwa. Potrzebuje, oj bardzo potrzebuje relaksu i rozluźnienia. Należy mi się. Jakoś za dużo było tego dnia niemiłych niespodzianek i upału. Jednak teraz jest wszystko OK. W międzyczasie sprawdzam na spokojnie stan motocykla. Tak jak wcześniej podejrzewałem łańcuch jest nierówno rozciągnięty. Trzeba będzie obserwować i tyle. W Sarandzie trafiam na partyjny wiec i przemówienie kogoś ważnego. Siedząc i pijąc piwo “słucham” przemówienia. Ciekawym doznaniem jest to, że mimo, że nic z niego nie rozumiem to brzmi dokładnie tak samo jak po Polsku, jak w każdym innym języku. Ten sposób mówienia 😉 , Wszędzie brzmi tak samo 🙂

Siódmy dzień ostatecznie kończę w świetnym nastroju, pełen pozytywnej energii i radości, a jutro kierunek Grecja…

Do jutra i Dobranoc 🙂

Galeria

Albania

Mapa i statystyki

Tworząc słucham…

Andreas Vollenweider – Caverna Magica

Ben Nichols – The Last Pale Light In the West
Ben Nichols – The Kid
Ben Nichols – Davy Brown
Ben Nichols – Chambers
Ben Nichols – Tobin
Ben Nichols – Toadvine
Ben Nichols – The Judge

A teraz lecą jakieś telewizyjne mózgotrzepy 😉

4 komentarze

  1. Dobry wieczór 🙂

    Patent z łazienką tak się spodobał, że został zaadaptowany we własnym M.???
    Swoja drogą bardzo ciekawe rozwiązanie…co kraj to ciekawsze rozwiązania architektoniczne 😉

    A jeśli chodzi o Twój tyłek – to może warto go ubezpieczyć na przyszłoroczną wyprawę??? 😉 Przynajmniej dostaniesz odszkodowanie – jak już nie będziesz mógł siedzieć 😉
    A tak na serio – to może wszyć w gacie taki pampers jak w spodniach rowerowych – myślisz, że sprawdziłby się na motorze na dłuższych wyjazdach… ??? 😉

    Czym konkretnie różnią ubrania na motor od tych zwykłych???Są grubsze???mają wzmocnione szwy ???

    A jeśli chodzi o wszystkie zdjęcia, które tu umieszczasz – były robione aparatem z telefonu komórkowego ???

    Dobranoc 🙂

    Avatar W.F.
    1. Cześć 🙂

      Przy pewnych rozwiązaniach stawiam jednak na praktyczność 😉

      Czasem gdy chce się duszę nakarmić to tyłek musi cierpieć 😉

      Wszystko naraz, Do tego dla nich “wyprostowaną” pozycją jest ta na motorze. Co za tym idzie one wtedy mają dobrze leżeć i być wygodne.

      Tak, telefonem. Głównie Blackberry KeyOne.

      Widzę, że urosła już wierna fanka 🙂 Miło, bardzo miło. Proszę o małe rozreklamowanie 🙂

      Pozdrawiam
      G

      Grzegorz Kwiatkowski Grzegorz Kwiatkowski
      1. No tak… jak chce się duszę nakarmić to….wszyściuśko da się znieść i wybaczyć – obtarte stopy, pogodę nie taką o jakiej by się marzyło, zabłądzenie w drodze, błoto tu i tam, strach przed bliskim spotkaniem z niedźwiedziami, i bóg wie jeszcze co… 😉

        Rozreklamowanie??? hmmm… zobaczę co da się zrobić 😉

        Również pozdrawiam 🙂

        Avatar W.F.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *