Wokoło Drina 😉

Wiem, że nadejście kolejnego dnia trochę trwało i tak się zastanawiam dlaczego… Może dlatego, że noc była ciężka, a może dla tego, że pobyt w Bujtina Gjana był bardziej wyjątkowy niż mi się wydawało? I nie chcę się rozstać z tym miejscem… Może dlatego, że od teraz już nie ma zaplanowanych postojów? A może pora przełamania nie raz dokuczający słomiany zapał i wsiąść na motor i pojechać, znaczy się otworzyć komputer i zacząć pisać 😉 W tym miejscu chciałbym zaprosić to dyskusji.

Bujtina Gjana

Tymczasem Dzień Dobry 🙂
Co to była za noc… Spać nie mogłem, ramię doskwierało i jeszcze jakiś czas nie było prądu, co na ogół w nocy nie jest wielkim problemem, jednak tym razem w moim przypadku sporym. Jakoś kiepsko się zorganizowałem i za późno podłączyłem telefony do ładowania. I tak oto się budzę, prądu nie ma nadal, telefony częściowo naładowane. Dobra dam radę 🙂 I prąd wrócił 🙂 Wszystko podłączone 🙂 Idę na śniadanie. Właśnie za to kocham takie miejsca. Za prawdziwe domowe jedzenie 🙂 Dostałem na śniadanie coś w stylu grubych naleśników, swojski dżem (bardzo słodki, ale dobry) i mleko, prawdopodobnie od krowy z którą się widywałem 😉 Porcja taka, że zgłupiałem czy to tylko dla mnie, tak, było dla mnie, nie do przejedzenia. Pojedzony, spakowany i przygotowany do wyjazdu. Pozostało się rozliczyć i pożegnać. I tu niespodzianka, do tej pory nie wiem dlaczego ale dostałem rabat. Wywnioskowałem, że za kilkugodzinny nocny brak prądu śniadanie było gratis. To było bardzo miłe, bardzo cieszą mnie takie sytuacje. To Cześć Bujtina Gjana… wzruszyłem się gdy to napisałem… To w Drogę Przez Drogę 😉

Koń w stadzie 😉

Wyjechałem za bramę, kierunek Kukës. Dzisiaj chcę objechać zgodnie z ruchem wskazówek zegara (tak, widziałem zegary chodzące w lewo 😉 ) rozlewisko rzeki Drin co za tym idzie w Kukës kieruję się na drogę SH5. Przede mną ponad dwustu kilometrowe kółko, które będzie bardzo kręte, z podjazdami i zjazdami, jednak jest to jedna z dróg, która mnie tu wezwała i oto jestem 🙂 Miasto pozostaje za mną. I tak oto po kilkunastu minutach drogowej rozgrzewki orientuje się, że jestem gdzie indziej niż być powinienem. Woda nie z tej strony rozjazdy jakoś nie tak jak miały być. Jednak mój zegar tym razem kręci się w lewo i jestem na drodze SH23. Trasa ta okazuje się piękna, widać, że powstała jako wycięcie kawałka góry, coś niesamowitego. Jest na niej wszystko, zakręty, wzniesienia, zjazdy, a po chwili asfalt wysycha i mogę w pełni korzystać z jej dobrodziejstw. Jednego czego na niej nie ma to ruchu samochodów. Spotykam pojedyncze pojazdy, które wymijam albo momentalnie wyprzedzam. Natrafiam też na stado krów, z którymi fotografuje mojego konia 😉

Sopot 🙂

Droga SH23 jest kolejną wspaniała droga, jest trasą, która mnie tu przyciągnęła, która po pierwszym spojrzeniu na mapę Albanii powiedziała… Zapraszam, przyjedź, zobaczysz, nie pożałujesz i tak własnie jest. Jestem bardzo, ale to bardzo szczęśliwy. Piękna droga, piękne widoki, piękna pogoda. Wspaniały dzień, cudowne doznania. Po raz kolejny jestem cholernie szczęśliwy z powodu mojego wyjazdu. Jest genialnie, radośnie i trafiam do Sopotu 😉 Kurde, aż tak drogi pomyliłem? 😉 Hmmm, ale gdzie molo? Dobra, miast nie zwiedzam, jadę dalej. W Sopocie skręcam w lewo i wjeżdżam na drogę SH22.

Moim celem jest oddalona o 20 km, zapora/elektrownia. Ten odcinek przebiega luźno i spokojnie. Taki na rozluźnienie. Szybko docieram do zapory i szczeka mi opada. Co to jest za miejsce, w jakich okolicznościach przyrody znajduje się ta elektrownia. Piękny kolor wody, góry, zieleń, Suzuki i Ja. Niesamowite miejsce. Ten Drin działa cuda 😉 Zatrzymuję się “na szycie”. Pora na na spokojnie rozejrzeć się po okolicy co nie zawsze jest takie łatwe prowadząc motocykl. Nie raz trzeba wybrać między podziwianiem okolicy, widoków, a patrzeniem na drogę. Teraz chwila na podziwianie widoków, a te są cudowne, dodatkowo okraszone idealną pogodą. Jestem mega szczęśliwy, zafascynowany tym miejscem. Jedna z tych chwil do których chce się wracać… aż się teraz wzruszyłem, a co wolno mi 🙂 W końcu ja tu jestem administratorem 😉 😀

Zostawiam te piękne widoki i ruszam w dalszą drogę. Ta okazuje się trudniejsza, dużo trudniejsza. Często zasypana osuwającymi się zboczami. Do tego po kolejnych kilometrach robi się węższa i bardziej kręta. Ilość zakrętów z jednaj strony raduje, ale też daje w kość i to bardzo. Na tym odcinku SH22 trzeba bardziej skupić się na drodze ponieważ czasami bywa naprawdę niebezpiecznie, jednak pięknie, a nawet bardzo pięknie. Strasznie ciężko pogodzić obserwowanie drogi i podziwianie widoków. Drin robi swoje… Wjeżdżam do miejscowości gdzie mój zapał tłumi miejscowa Policja. Sugerując ręką bym zwolnił, ale ich spojrzenie mówi “baw się dobrze”. Po chwili spotykam też Pana Policjanta, którego pytam o kwestię winiet na albańskich autostradach. Niestety bariera językowa jest duża, ostatecznie Pan Policjant tłumaczy mi gdzie jest autostrada w kierunku Tirany (AL). Ostatecznie po zatrzymaniu auta wspólnie rozwiązujemy problem i ekipa z auta wyjaśnia mi, że autostrady dla motocykli są darmowe. Jak ja kocham takie kraje… Jak to ułatwia życie podróżującym na motocyklu. Po raz kolejny też utwierdzam się w uprzejmości, życzliwości i wielkości pomocy jaką oferują Albańczycy. Świetnie się tutaj czuje. Zatrzymuje się też na obiad. Jedzenie po raz kolejny jest bardzo dobre 🙂

Obiad

Kelner/właściciel nie mam pojęcia kto to był pokazuje mi którędy będzie mi łatwiej dojechać do autostrady. W tym momencie zapada decyzja, że nie wracam do Kukës. Nie dam rady, braknie mi dnia i sił by wrócić do tego miasta i później kierować się nad morze. Ostatecznie ląduje na poleconej drodze SH5 prowadzącej na zachód w kierunki miejscowości Szkodra. Później odbijam na południe na drogę SH30, kawałek drogi SH40 i jest moja upragniona w tym momencie autostrada. Nie mam pojęcia co działo się od zjechania na drogę SH5 do czasu wjechania na autostradę A1. Prawię 170 km Drina, znaczy się wokół Drinu dało niezły wycisk. Jednak wiem co się działo na wspomnianym odcinku drogi. Odliczałem kilometry do autostrady. Kiedy moja średnia prędkość zdecydowanie wzrośnie, a ręce będą mogły trochę odpocząć. Tylko co zrobić z tyłkiem???

Sadzonki 🙂

Dobra jestem na autostradzie. Widoki ładne, może nie piękna, ale idealne do jazdy autostradą. Postanowiłem kierować się na miejscowość Durres (AL). Będąc w okolicy zacznę szukać noclegu. Tak jak pisałem, teraz już wszystko dzieje się na bieżąco. Nie mam ustalonych noclegów. Jest Durres. Nocleg znajduje w miejscowości Golem. Trafiłem na przyjemny hotel w jeszcze przyjemniejszej cenie (11€). Aaa po drodze zamówiłem sadzonki, tylko, że do tej pory nie dojechały 🙁 😉

Po przywitaniu się z miłą Panią z obsługi trafiam do pokoju. Jestem, jest łóżko, jest prysznic, jak mi będzie zaraz dobrze. Nie, nie chodzi o Panią, chociaż? Ta Pani miała w tym wielki udział. Mianowicie zorientowałem się, że hotel ten ma w ofercie usługę prania. Więc idę do recepcji.
Pytam:
– jak to jest z tą usługą prania?
– tak, jest dostępna ale to kosztuje
– ile?
– 3€
.. to było jedno z lepiej wydanych trzech euro w życiu. Jakie do cudowne uczucie mieć wyprane ubrania w pralce, a nie pod prysznicem czy w umywalce. Widzicie Kobiety w jaki prosty sposób potraficie sprawić Facetowi przyjemność 😉
Pranie przyniesione, Pani ogarnęła, później miałem sobie pozbierać z suszarki i to jeszcze z dworu. Takie suszone na świeżym powietrzu i słoneczku 🙂 Ach… 🙂


Pamiętam jak rok wcześniej w Rumuni też otrzymałem taka przyjemność i to gratis. Do tego suszone w suszarce. Ile to daje radości. A ile radości daje zaproszenie od właścicieli pensjonatu na wspólnego grilla z ich znajomymi i do tego Brandy i specjalnie dla mnie goszczenie w sposób tradycyjny. Ach.. Coś pięknego 🙂

Dobra idę nad wodę, a tak dokładniej to nad Morze Adriatyckie. Całkiem ładne to morze i tu Was zaskoczę. Znowu było słone… No ile można o tym zapominać… W drodze do tego kolejnego słonego morza zostałem ranny. Ach te widoki na plażach i te niskie słomiane parasole. Po raz kolejny zadziałała zasada, albo widoki albo droga 😉

I tak, po przejściu rytuałów typu bankomat, restauracja i inne takie organizacyjne sprawy, oraz załataniu dziury w czole…, poszedłem na wino…

Przepraszam jeśli wystąpiły błędy i problemy ze składnią w zdaniach. Tym razem pisałem “w locie”, nie czytając. Właśnie w taki szczery, prawdziwy i naturalny sposób chciałem oddać dzisiejszy dzień. Jak wspomniałem od dzisiaj moja droga dnia tworzy się na bieżąco… Znam tylko cel… Bo warto Mieć Cel oraz Mieć by Być i Być by Mieć…

Dziękuje i Dobranoc 🙂

Galeria

Albania

Mapa i statystyki

Tworząc słucham…

Hanz Zimmer – Live In Prague (cała płyta)
Driving / Discombobulate / Zoosters Breakout
Crimson Tide / 160 Bpm
Gladiator Medley
Chevaliers De Sangreal
Circle of Life / King of Pride Rock
Pirates of the Caribbean Medley
You’re So Cool
Main Theme
What Are You Going to Do when You’re Not Saving the World?
Journey to the Line
The Electro Suite
The Dark Knight Trilogy Medley
Aurora
Interstellar Medley
Inception Medley

Miuosh / Smolik / NOSPR
Produkcja
Neony
Perseidy
Nisko
Traffic (Piotr Rogucki)
Wizje (Piotr Rogucki)
Uderzenie
PZK
Chicago
Tramwaje i Gwiazdy (Katarzyna Nosowska)
Alunia (Natalia Grosiak)
Miasto Szczęścia (Natalia Grosiak)
Close Your Eyes (Kasia Kurzawska)
Mind The Bright Lights (Kev Fox)
Nie Mamy Skrzydeł

Bruce Springsteen – Paradise

4 komentarze

  1. Czyżbym przekroczyła limit wyrazów użytych w komentarzu??? To za to jest jakaś kara???
    Ok, następnym razem będę się ograniczać, znaków interpunkcyjnych nie użyję…😜

    Elektrownia robi wrażenie, a ciekawiło mnie właśnie to czy na tą zaporę można było sobie wjechać albo wejść od tak…tak jak jest to na zaporze nad Soliną. Góra jest dla turystów, a za wejście na teren i do środka Zapory trzeba zapłacić. Zaspokoił Waćpan moją wścibską naturę…dziękuję😁😁😁

    Również pozdrawiam 🙂

    Avatar W. F.
  2. Najgorzej to jest naskrobać pierwszych parę zdań, później to już same palce przemykają po klawiaturze od niechcenia….:-)

    Czyżby miejscowość Bujtina Gjana została Twoim drugim domem???To zasługa widoków czy miejscowych ludzi???

    Wcale się nie dziwię, że się wzruszasz …. już same zdęcia robią ogromne wrażenie na oglądającym, a na żywo to pewnie dochodzi do tego gęsia skórka, poczucie szczęścia i spełnienia, że takie rzeczy można zobaczyć na własne oczy…:-)
    Ale przecież po to się podróżuje…nie??? – po dźwięki, po obrazy, po zapachy;-)
    Będzie co wspominać na starość 😉

    Most drewniany….hmmm…. nie skrzypiało/trzaskało pod kołami ???? – bo wygląda jakby zaraz miał się rozlecieć… 😛
    A na zaporę to Waćpan nie wjechał???

    Frytki pierwsza klasa…!!!grubo krojone…najlepsze!!! z batatów czy normalnych ziemniaków???
    Woow …w Polsce to rzadko spotykane, no chyba, że sam sobie takie zrobisz…:-)

    P.S. Hans Zimmer – najjssss….polecam koncert muzyki filmowej “Hans Zimmer Tribute Show” – gęsia skórka gwarantowana 😉

    Avatar W.F.
    1. Kurcze dłuższy komentarz niż moje wspomnienia 😉

      No tak, czasami ciężko wystartować, ale jak już ruszyłem 😉

      Pobyt w Bujtina Gjana kupił mnie jako całość, było jakoś tak fajnie i przyjemnie 🙂

      Most tylko tak źle wyglądał, ale nie było żadnych obaw. Był plan wjechać na zaporę jednak była ona częścią zakładu energetycznego i jakoś tak nie było jak. No cóż, nie można mieć wszystkiego…

      Klasycznie ziemniaczane te frytki, zresztą te z batatów mi nie podeszły, nie mój klimat.

      Bardzo dziękuje za muzyczne polecenie 🙂 🙂

      Pozdrawiam 🙂

      Grzegorz Kwiatkowski Grzegorz Kwiatkowski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *