Sveti Jure (HR). Spędziłem tam kilka dni… 😉

Sveti Jure, droga w dół

To wracamy na szczyt… Po obejrzeniu piorunów, wysłuchaniu co ma do powiedzenia burza i zrobieniu kilku zdjęć zgodnie z tym, że góry mają to do siebie, że trzeba z nich też zejść czy jak w tym przypadku zjechać. Wsiadam na DL-a i ruszam. Droga zaczęła wyglądać na śliska, jednak okazało się, że bardzo minimalnie i nie utrudniało to jazdy, po chwili była całkowicie sucha. Oczywiście pojawia się standardowe pytanie czy lepiej pod górę czy w dół. Szybko się z odpowiedzią na nie rozprawiam. Inaczej, po prostu inaczej i tyle. Obie sytuacje warte przeżycia, tym bardziej, że tworzą całość. Był podjazd na szczyt, który jak wiecie był wspaniałym przeżyciem. W dół jadę trochę bardziej rozluźniony, mniej więcej wiem co mnie czeka. Teraz mam większą swobodę. Zjazd ze szczytu trwa podobnie co podjazd, nie da się jakoś specjalnie nadgonić, bo w dół. No nie, nie na takich ścieżkach. Dojeżdżam do szlabanu, mijam go, chwila postoju na opracowanie dalszej trasy i ruszam. Wracam do drogi przy nabrzeżu (numer 8), kieruje się na Dubrownik. Mam jakieś 150 km do tego miasta. Jazda przebiega bardzo przyjemnie, temperatura znośna, widoki piękne. Tak sobie jadę od miejscowości do miejscowości od zakrętu do zakrętu. Przyjemnie i błogo 🙂 W takim rozluźnionym stanie docieram do granicy z Bośnią i Hercegowiną. Sprawna kontrola i jadę dalej pokonać kolejne 15 km kraju, który tak miło mnie zaskoczył 🙂 Po chwili ponownie jestem w Chorwacji. Do Dubrownika pozostało 60 km. Klimat tych kilometrów niezmiennie super, przez cały czas towarzyszy mi wspomniane już rozluźnienie i lekkość. Do tej pory dzień jest bardzo, ale to bardzo przyjemny. Oto jest most przed miastem i samo miasto. Ja nie zjeżdżam zwiedzać tylko jadę dalej główną trasa. Nie nadaje się do zwiedzania miast. Widoki zdecydowanie bardziej mnie przyciągają. Ósemką kieruję się do Czarnogóry. Dzisiaj nocleg w tym kraju. Kilkadziesiąt kilometrów, ponowna kontrola graniczna i jestem w kolejnym państwie mojej drogi, moje wyprawy, mojej przygody 🙂 Wspaniale!

Miejsce postoju

Nocleg mam zaplanowany w oddalonej 8 km od granicy miejscowości Igalo (MNE), a dokładnie w obiekcie Babic Rooms. Po dotarciu do miejscowości i odszukaniu adresu wskazanego na Booking okazuje się, że obiektu tam nie ma. Objechałem kilka uliczek osiedla na którym się znalazłem i dalej nic. Pozostaje skorzystać ze sprawdzonej zasady koniec języka za przewodnika. Łatwo nie było ale ostatecznie kolejna zapytana osoba jasno wskazała mi szukane miejsce postoju. Wystarczyło się kawałek wrócić, obiekt był przy głównej drodze, którą jechałem. Cóż, lokalizacja na mapie była oznaczona inaczej. Tym razem Navitel jest niewinny 😉 Dojeżdżam na miejsce. Po małym zamieszaniu na zasadzie kto i co? zostaje mi pokazany pokój. Odbieram klucze i parkuje motocykl pod budynkiem. Biorę szybki, chłodny prysznic, wskakuje w coś lżejszego i idę do restauracji, która jest częścią obiektu. Zamawiam polecony mi miejscowy mięsny specjał (niestety nazwy nie pamiętam) i piwo. W oczekiwaniu na posiłek pierwsze piwo znika momentalnie i zamawiam kolejne. Jednak tego dnia było bardziej gorąco niż mi się wydawało. Pragnienie było ogromne. Najedzony i z ugaszonym pragnieniem ruszam na plaże Zatoki Kotorskiej. Po krótkim spacerze obkupiony w coś słodkiego, cóż z tego mi ciężko zrezygnować, docieram na miejsce. W tym momencie zaczyna się ściemniać jednak nie mogę sobie odmówić chociaż krótkiej kąpieli. Po upatrzeniu kogoś kto zaopiekuje się moimi rzeczami lecę do wody, która okazuje się być słona. Zawsze, ale to zawsze zapominam o tym, że woda w morzu jest słona, w zatoce też! 😉 Ale OK, kąpiel zaliczona, zdjęcia mam zrobione mogę zwiedzać dalej. Spacer po nabrzeżu przyjemny, ładne widoki, sporo miejsc, w których można posiedzieć, zjeść i napić się. Wiec rozsiadam się tam gdzie maja WIFI, zamawiam kolejne piwo i oddaje się przemyśleniom… Jeszcze w zimie chciałem sprzedać motocykl… Chociaż cały czas coś mi w środku mówiło, czy aby na pewno chcę to zrobić. Czy nie będzie tak, że w momencie pojawienia się zdecydowanego klienta ostatecznie nie podpiszę umowy kupna-sprzedaży. Poszło łatwiej, klient się nie pojawił 🙂 Wiec jestem tutaj, 3 dzień mija, a ja już w siódmym kraju, a jeszcze kilka przede mną. Jeszcze parę tysięcy kilometrów do przejechania… na które serdecznie zapraszam. Ja tymczasem wracam na nocleg, kupuję wodę, nastawiam klimatyzację i idę spać. Do jutra… 🙂

Galeria

Chorwacja

Czarnogóra

Mapa i statystyki

Tworząc, słucham…

Mela Koteluk – Fastrygi
Mela Koteluk – Odprowadź

Bajm – Małpa i Ja
Bajm – U Stóp Szklanych Gór

A-Ha – The Living Daylights

Daniel Bloom – Katarakta (feat. Mela Koteluk)
Daniel Bloom – Lovely Fear (feat. Gaba Kulka (Live))

David Gilmour – Faces of Stone

U2 – Exit
U2 – Mothers Of The Disappeared
U2 – Orydinary Love

Amethystium – Treasure
Amethystium – Strangely Beautiful
Amethystium – Mesmerized
Amethystium – Solace
Amethystium – Mono No Aware (Opening)
Amethystium – Nightfall
Amethystium – A Small Adventure
Amethystium – Anthemoessa
Amethystium – La Pluie
Amethystium – Satori

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *