Jaklići (BIH), rozpoczynam dzień trzeci od sfotografowania Robaka 😉 🙂

Pobudka zaplanowana mniej więcej na 8-mą rano i tak też wstaje. Przyjęło mi się naturalnie, że całą wyprawę zaczynam około 7-mej. Natomiast w kolejnych dniach w drogę ruszam w okolicy godziny 9-tej, takie plus minus 15 minut. Zazwyczaj potrzebuje godziny na przygotowanie siebie, zjedzenie śniadania, które tym razem było naprawdę dobre i obfite. Do tego dochodzi czyszczenie szybki w kasku oraz oględziny motocykla powiązane ze sprawdzeniem poziomu oleju, stanu łańcucha i jego smarowaniem. Najczęściej staram się to robić po przyjeździe na nocleg tak by następnego dnia wsiąść i ruszyć jednak tym razem brakło chęci 😉 I nie! Nie chodziło tutaj o jedzenie śniadania na kolację 😉 OK, ubrany, pojedzony, spakowany to w drogę.

Robak 😉

Ruszam… i się zatrzymuje… by sfotografować robaka. Czemu robaka? Czego się nie robi dla 3-letniej chrześnicy. Na spacerze leśną ścieżką ogląda wszystko co się rusza, zresztą co będę tłumaczył… 😉 Zdjęcie, wyślij i teraz już ruszam.

Warunki do jazdy zapowiadają się bardzo dobrze, słonecznie, przejrzyście jednak o dziwo chłodniej niż w Polsce, co nie znaczy, że chłodno. To w Polsce zrobiło się nadzwyczaj gorąco. Można powiedzieć, że wyjechałem na południe odpocząć od upałów. Trzeba się umieć w życiu ustawić 😉 🙂 Na ten dzień mam zaplanowane 350-400 km zależnie od tego jaką dokładnie obiorę trasę. Jest to u mnie bardzo często korygowane na bieżąco. Co za tym idzie w większości przypadków mam wyznaczony kierunek jednak sama drogę i ostateczny cel/przystanek weryfikuje w trakcie. Tej wyprawy miałem pierwsze pięć noclegów zarezerwowanych z góry, kilka dni przez wyjazdem. Później zgodnie z moją zasadą obym o 19-tej miał gdzie spać… a z tym różnie bywa i to jest piękne 🙂

Rok wcześniej przed głównym wyjazdem do Rumuni by przejechać dwie piękne drogi czyli Transfogaraskę inaczej Transfogarskę (jak kto woli) oraz Transalpinę wybrałem się na małe kółko po Polsce. Były to 4 dni w okolicach długiego weekendu majowego. Plan prosty, dotrzeć za Wisłę, nocleg, później Hel, nocleg nad morzem i powrót z jeszcze jednym międzylądowaniem 😉 Można powiedzieć, że z pierwszym noclegiem poszło dość łatwo, przy drugim już nie było tak kolorowo, ale też się udało. Przy trzecim po obdzwonieniu około 20 ofert z noclegami (wtedy jeszcze nie używałem Booking) około godziny 18-19 gdy zaczęło się robić ciemno podjąłem decyzję, że jadę do domu, a pozostało mi jakieś 300 km. Uznałem, że już nie szukam, nie dzwonie, jadę. Ujechałem może 20 km i jest. Szyld AGROTURYSTYKA, zgodnie ze strzałką skręcam w prawo, dojeżdżam do wioski, odnajduje adres. Wjeżdżam na podwórko. Wychodzi Pani Właścicielka, witam się i pytam lekko zrezygnowany
– czy będzie nocleg?
– tak – odpowiada właścicielka
– za ile? – pytam
– 45zł – pada odpowiedź
Oczywiście się zgadzam, dostaję pokój i ruszam do najbliższego sklepu po jedzenie i piwo, oj tak, piwo należy mi się tego dnia 🙂 Dobra bo zboczyłem z drogi 😉 Jaki wniosek z tej wzmianki…? Zapraszam do dyskusji w komentarzach.

Wracamy na drogę przez Bośnię i Hercegowinę, kierunek Chorwacja, a tam celem jest wjazd na górę Sveti Jure (polecona przez mojego Wujka). Po kilkunastu kilometrach od wyjazdu z noclegu uznaję, że urozmaicę sobie drogę i pojadę bocznym skrótem. Oczywiście wiadomo jak to się skończyło, po około 10 km droga z asfaltowej zmieniła się na kamienistą po której jazda moim DL-em z powodu opon przeznaczonych na asfalt i lekkie bezdroża mogła się skończyć uszkodzeniem koła. Zawracam i wracam na główną drogę, która okazuje się piękna…

Bośnia i Hercegowina

Po kilku fajnych rozluźniających zakrętach przychodzi prosta z bezkresnym widokiem, nie zakłóconym niczym. Żadnych przydrożnych przytłaczających drzew… Tylko Ja, Suzuki, Droga i Widoki… Jest przepięknie… Zatrzymuję się, robię kilka zdjęć i ruszam dalej, w pełni oddany podziwianiu widoków i jeździe. Prosta co raz zmienia się w kilka lekkich lub ciaśniejszych zakrętów, każdy widoczny z daleka. Uczucie przestrzeni i wolności narasta, potęguje je idealna pogoda. Nie wiadomo czy lepiej zatrzymać się i cieszyć widokami czy jechać. W tym momencie Bośnia i Hercegowina urzekła mnie całkowicie. Chęć powrotu została już we mnie zakodowana. Tak, chcę tu wrócić, I WRÓCĘ! 🙂

Szczęśliwy, z wielkim uśmiechem docieram do granicy z Chorwacją, opuszczam ten piękny kraj, który tak miło mnie zaskoczył. Wjeżdżam po raz drugi do Chorwacji. Tym razem czekają mnie drogi nadmorskie i górzyste widoki (dzięki Ziuraf ;)) Kieruję się na miejscowość Makarska, skąd mam kilka czy kilkanaście kilometrów do bramki i punku płatności za wjazd na wspomniany już szczyt Sveti Jure. Po szerokich odcinkach Bośni i Hercegowiny zmieniam drogę na wąską, krętą i z wieloma nawrotami. Też jest pięknie, tylko inaczej. Tutaj potrzebne jest opanowanie, radość z jazdy nie polega na płynięciu po długich prosty i samoczynnym pokonywaniu zakrętów. Teraz trzeba trzymać mocno kierownice i kontrolować to co się dzieje. Pamiętać o wyjeżdżającym za zakrętu samochodzie, z którym minięcie się motocyklem z kuframi nie zawsze bywa takie oczywiste i proste.

Droga na szczyty Sveti Jure

Droga raz prowadzi przez las, innym razem pośród wzniesień, a jeszcze innym po zboczu. Wtedy powstają największe dylematy czy podziwiać widoki czy patrzyć na drogę ;), taka wewnętrzna walka, która trzeba w sobie pogodzić 🙂 Jednak miedzy innym te kwestie powodują, że tak to kocham. Ilość różnych bodźców nie raz skrajnych, które ostatecznie powodują radość 🙂 Wielką radość 🙂 🙂 Widoki są wspaniałe, tu droga, pode mną zbocze i spory kawałek w dół, poniżej miejscowość i morze. Hmmm, dobrze to brzmi, wypadamy z zakrętu, szybko po zboczu, w barze kupujemy piwo i do morza, a nie, można się utopić po alkoholu. Jednak to zły pomysł 😉 Docieram na szczyt, tam w oddali poniżej wita mnie burza. Przyjemne uczucie być ponad burzą…
Jestem na 1762 m n.p.m.

cdn… Dzień Trzeci jeszcze się nie skończył.

Dziękuje za towarzystwo. Zapraszam do oglądania zdjęć i słuchania muzyki.

Galeria

Bośnia i Hercegowina

Bośnia i Hercegowina

Chorwacja

Tworząc, słucham…

The Verve – Bitter Sweet Symphony
The Verve – Lucky Man
The Verve – The Drugs Don’t Work
The Verve – Sonnet

Stereophonics – (cała płyta Graffity On The Train):
Stereophonics – We Share The Same Sun
Stereophonics – Graffiti On The Train
Stereophonics – Indian Summer – proponuje obejrzeć teledysk i zwrócić uwagę na perkusitę 😉
Stereophonics – Take Me
Stereophonics – Catacomb
Stereophonics – Roll The Dice
Stereophonics – Violins And Tambourines
Stereophonics – Been Caught Cheating
Stereophonics – In a Moment
Stereophonics – No-one’s Perfect

Agnes Obel – Riverside
Agnes Obel – Familiar
Agnes Obel – The Curse
Agnes Obel – Fuel to Fire
Agnes Obel – Dorian
Agnes Obel – Stretch Your Eyes
Agnes Obel – September Song
Agnes Obel – Pass Them By
Agnes Obel – Chord Left
Agnes Obel – Aventime

Savage Garden – To The Moon & Back

Alison Krauss – Paper Airplane

Birdy – Skinny Love
Birdy – People Help The People
Birdy – Not About Angels
Birdy – Wings
Birdy – Keeping Your Head Up
Birdy – Let It All Go
Birdy – The Shirt (Soundtrack Version)
Birdy – Shelter
Birdy – Keeping Your Head Up (Don Daiblo Remix) [Radio Edit]
Birdy – Words As Weapons
Birdy – Wild Horses

Barbara Wrońska – Nieustraszeni

Kasia Moś – Flashlight
Kasia Moś – Addiction
Kasia Moś – Zatracam się
Kasia Moś – Experience

6 komentarzy

  1. Aż się zachciało w moim przypadku wpakować w auto 😉 i ruszyć w drogę… odnowiłweś w mojej pamięci wspomnienia tych pięknych widoków… 🙂 czekam na kolejne części!

    Avatar Marta

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *