Opole, os. Chabry. Zaczynamy… 🙂

Start, Opole, os. Chabry

Dzień startu został zaplanowany na 16.07.2019 w godzinach porannych. Ostatecznie ruszyłem w drogę o 7:15. Przez około 150km towarzyszył mi mój brat z którym po krótkim postoju i uścisku dłoni rozstaliśmy się w Czechach. On wrócił do domu ja pojechałem dalej sam. Pierwszy dzień miał na celu sprawne oddalenie się od miejsca startu. Był traktowany jako wstęp do tego co zacznie się jutro. Zgodnie z planem miałem do przejechania około 700km. Tej niedzieli nie zależało mi na szukaniu krętych i malowniczych dróg, czy innych atrakcjach. Tak jak wspomniałem chciałem szybko znaleźć się na pierwszym noclegu w miejscowości Kumrovec (kod 49295, Chorwacja). Tam czekał na mnie zarezerwowany wcześniej nocleg (Hostel Kumrovec). Tego dnia droga przebiegała raczej sprawnie, choć nie zawsze. W związku z tym już po kilkudziesięciu kilometrach pojawiły się pierwsze komplikacje, czyli objazd. Prowadziło on przez miejscowość, której nie znam, fakt jestem wyposażony w nawigację Navitel G550, którą uważam za bardzo fajne i niedrogie, a nawet tanie urządzenie jak na możliwości które oferuje. Jednak, ma ona ciekawą cechę, niby wadę, ale ostatecznie dla mnie zaletę. Jest to jej nieprzewidywalność. By było jasne nie chodzi tutaj o to, że nie da się dzięki niej dojechać we wskazane miejsce, ponieważ da się, ostatecznie nigdy mnie nie zawiodła i zawsze doprowadziła do celu. Wspomniana nieprzewidywalność polega na jej fantazji w momencie korygowania trasy, ach… co się wtedy można nakręcić i pozwiedzać w momentach gdzie nie raz wystarczyło pojechać prosto. Zawsze wtedy mam skojarzenie z kobietami… 😉 . OK. objazd za nami, pora wjechać do Czech. Tam wspomniany postój i dalej w drogę. A nie STOP. Przecież była jeszcze zupa, a że mój czeski jest jakoby go nie było to zamówiłem coś czego nie jadam… a mówili ucz się języków. 🙂 Po zjedzeniu połowy zupy, której nie jadam pojechał dalej sam. Tak, tak Suzuki jechało ze mną 🙂 , a może ja z nim? Hmmm… Najwyżej, jak będzie trzeba, zrobimy sondę w tej sprawie. Droga prowadziła w kierunku Brna i miała kilka ciekawych łuków, zakrętów i nawrotów, radość z jazdy była coraz większa. W tym momencie poczułem, że podróż zaczyna się na poważnie i wszystko zależy ode mnie i maszyny. To jestem w Austrii, szybki zakup winiety, klejenie na szybę, parę słów z napotkanymi Polakami i jedziem dalej 😉 . W Austrii gdzie się tylko da korzystam z autostrad. Prędkość autostradowa, ale nie wielka. 120-130 km/h zdecydowanie mnie zadowala. Wtedy jest cicho, relaksująco, spalanie na akceptowalnym poziomie, a kilometry sprawnie uciekają. Po drodze czeka mnie szybkie zwiedzanie Wiednia. Ładne miasto, szczególnie z obwodnicy 😉 . Kilka wieżowców, parę mostów, jakaś szeroka rzeka (tak, wiem Dunaj). Poszło sprawnie. Dalej kieruję się na Graz, tam autostrada, zwężki, trochę deszczu, ogólnie średnio, ale cały czas do przodu, a to najważniejsze. Staram się o tym nie myśleć tylko jechać. Kilkadziesiąt kilometrów przez Graz zjeżdżam z autostrady A2 (E59) na boczne drogi i nimi kieruję się w kierunku przejścia granicznego ze Słowenią.

Domek na wzgórzu

W miejscowości Trate przejeżdżam most nad rzeką Mura i melduję się w kolejnym kraju. Plan jest prosty. Przejechać około 100km Słowenii tak by nie wjeżdżać na drogi płatne, objęte winietami. Ogólnie jest to proste do wykonania, mapę płatnych dróg można znaleźć w internecie. Sama Słowenia, ładna, ciekawe kręte, boczne drogi, naprawdę super odczucia. Sprawnie, lekko i przyjemnie. Polubiłem, pomimo, że byłem tak chwilę. Można nawet kupić domek na wzgórzu 😉 W takim rozluźnionym nastroju dojeżdżam do ostatniej granicy tego dnia. Od niej zostało mi około 30km do noclegu. Wspomnianego już Hostelu Kumrovec. To jestem. Szybki meldunek, dotarcie do pokoju, prysznic i idę zwiedzać okolicę. Przy okazji coś zjeść i wypić 😉 🙂

Dziękuje za towarzystwo w pierwszym dniu i zapraszam do galerii.

Galeria

2 komentarze

  1. Niezła wyprawa, tylko pozazdrościć odwagi i widoków.. Zmiana powietrza i samotna podróż to najlepsza rzecz żeby spojrzeć na swoje życie z innej perspektywy…i albo je docenić albo/i coś w nim zmienić;-)Z niecierpliwością czekam na kolejną część…bo tak napisane, że człowieka skręca z ciekawości jak potoczyły się dalsze losy głównego bohatera;-)Pozdrawiam!

    Avatar W. Fiołek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *